środa, 16 lutego 2011

Zmęczona...

Czuję się zmeczona, przytłacza mnie wszystko, po raz kolejny I kreska zamiast II, moja mama doporowadza mnie do szału, ech gdyby nie moja córcia chyba bym oszalała.... Ostatnio nie ma dnia abym nie dziękowała Bogu za mój cud za mój skarb największy - za nią:) Nigdy wcześniej nie wiedziłam że gdy człowiek czuje się tak że głowę pod koła tira z chęcią by położył a ma taki malutki skarb w domu to serce rośnie. Gdy ostatnio popłakałm się ot tak z bezsilności moja córcia podeszła wytarła mi łzy i mówi "mami oć lalala" i wyciągneła mnie potańczyć, poskakać, poszaleć i od razu poczulam się lepiej. Marzę o tym aby być dobrą matką, aby moja córka mogła mi o wszystkim powiedzieć, aby miała we mnie nie tylko matkę ale  i przyjaciółkę. Och ile bym dała żebym ja tak miała. Moja mama ze mnie szydzi, źle mnie traktuje i choć ma mnie jedną czasami wydaje mi się że wcale mnie nie kocha, wiecznie krytykuje, traktuje jak 3 latkę. A tak bardzo chciałabym aby mnie przytuliła ot tak, powiedziała że kocha, że rozumie, że wspiera. Ach... Czekam dnia kiedy zamieszkamy już tylko we trójkę. Ja i moja mała cudowna rodzina. I będzie tak jak to sobie wymarzyłam. Będzie pięknie!!!